czwartek, 1 marca 2012

Jeden zwykły dzień. Bloody Spiral.

Idziemy jedną z najbardziej zatłoczonych alejek parku rozrywki „Czerwona fala”. Wiosenny wiatr
rozwiewa moją staranie ułożoną fryzurę. Świetnie, myślę, tyle pracy na nic. Zakładanie bluzki z
krótkim rękawem nie jest mądrym pomysłem, jeśli nie ma się pewności, że nie będzie
zimno. Mocniej wtulam się w Marka w nadziei, że pogoda zmieni się na lepsze.
-Dobra ludzie!- Amy, drobna szatynka rozkłada przed nami ogromny plan „Czerwonej fali”. - Gdzie
teraz? Większość kolejek mamy już zaliczone i nadal pozostają nam trzy godziny czasu.
-Co powiecie na „Bloody Spiral” ?-Max wskazuje na mapie duży tor, pełen spiral.- Jeszcze tu nie
byliśmy.
-Jak dla mnie okej- mówię, wcale nie mając ochoty stać w miejscu, szczególnie, że stoimy po środku
trasy innych ludzi I co raz ktoś na mnie włazi.
-No to ruszamy- stwierdza Mark ruszając z niekomfortowego miejsca.
Idziemy przed siebie, nie przeszkadzając nikomu. Niespodziewanie pogoda poprawia się I wiosenne
słońce nieśmiało wygląda zza chmur.
-Trochę się boję- Amy szepcze mi do ucha z niepokojem- Alex mówił, że kolejki górskie od lat nie są
remontowane I wszystko jest stare, a obsługa nie specjalnie przejmuje się bezpieczeństwem gości.
-Spokojnie, gdyby było coś nie tak zamknęliby to miejsce. Poza tym byliśmy już w paru miejscach I
jesteśmy cali I zdrowi- odpowiadam, również szeptem.
Moje słowa uspakajają przyjaciółkę, lecz ja jestem przerażona. A co jeśli to prawda ? Co prawda
jesteśmy cali I zdrowi, ale głupi ma zawsze szczęście.
Mark wyczytując zmartwienie na mojej twarzy, mówi;
-Spokojnie, nie bój się. Nic ci się nie stanie.
Nie pozostaje mi nic innego, jak uwierzyć mu. Odsuwam pesymistyczne myśli na bok I uśmiecham się do niego. Ma rację, nic złego mi się nie stanie.
Przed celem naszej wyprawy, ku naszemu zaskoczeniu nie ma tłumu ludzi.
Po dziesięciu minutach wchodzimy do środka. Jestem lekko zdziwiona obskurnością budynku.
Wsiadam wraz z Markiem, na sam początek kolejki, ku irytacji Maxa, który liczył na najlepsze
miejsce. Sięgam ku górze, by zamknąć poręcz. Oczekuję na dźwięk kliknięcia, ale on nie następuje.
Chyba już jest zapięte, bo włączyła się blokada. Ku mojemu zdziwieniu żaden z pracowników nie jest zainteresowany sprawdzeniem zapięć. Ruszamy z miejsca. Boję się coraz bardziej. Podjeżdżamy ku górze.
-Mark-mówię- nie jestem pewna zapięcia.
-Wiesz, co Sam. Ja chyba w ogóle nie jestem zapięty.
W tym momencie kolejka spada w dół. Słyszę kliknięcie, które chyba nie oznacza nic dobrego. Zerkam na Marka, który jest przeraźliwie blady, wagonik obraca się o 180 stopni, a jego barierka odskakuje. Wszystko trwa dosłownie ułamek sekundy. Łapię go za rękę, jednak nic to nie daje. Patrzę w jego oczy przepełnione strachem I nagle Mark spada w dół. Ląduje na torze, na dole spirali. Może ktoś zatrzyma kolejkę i uda się go uratować? Naglę słyszę przeraźliwy wisk, którzy dochodzi… z mojego gardła. Przyjaciele dopiero teraz orientują się, co się dzieje I krzyczą razem ze mną. Miliony łez wypływają z moich oczu. Zbliżamy się do Marka. Kolejka wcale się nie zatrzymuje. Jesteśmy tak
blisko… Dosłownie metr od niego. I w tym momencie dochodzi do mnie myśl, że to koniec. Nic nie
da się zrobić. Ostatni raz patrzę na niego, a po sekundzie kolejka zderza się z nim, odrywając jego
głowę. Nikt nas nie zatrzymuję. Ja modlę się do Boga, w którego I tak nie wierze, ale nie wiem, co
robić. Nie mam pojęcia, co się dzieje. Kurczowo trzymam się poręczy, co nie daje zadowalających
efektów. Wagoniki kolejny raz przekręcają się. Czuję, że zaraz wypadnę. Naglę słyszę wisk i oglądam się za siebie. Amy już za mną nie siedzi. Spadła w dół, na ziemię. Nie wiemy, co się dzieje. Nikt nie próbuje nawet pomóc. Max trzyma się z całej siły, lecz przy kolejnym obrocie jego ręka zsuwa się po poręczy. Ja nadal kurczowo trzymam się barierki, lecz prędkość jest za duża. Wagonik lekko obraca się, a ja zsuwam się z miejsca. Wszystko trwa krócej niż sekundę. Niebezpiecznie zbliżam się do ziemi, płacząc I krzycząc niezrozumiałe, nawet dla mnie modlitwy. To już koniec, nie ma szans zrobienie
czegokolwiek.

2 komentarze:

  1. Zakończenie właściwie nie jest ważne... "Początki i końce są złudzeniami,liczy się tylko sam środek"
    Najważniejsze jest to,żeby dobrze się czytało.A u cb bardzo dobrze się czyta :) Kiedy następne?

    OdpowiedzUsuń